Termin z norm technologicznych to zgadywanie z miejscem po przecinku

Klient pyta kiedy. Ktoś otwiera harmonogram, znajduje okno, dodaje normy dla każdej operacji, dokłada zapas ustalony lata temu i podaje termin.

Ten termin ma pozorną dokładność do trzech miejsc po przecinku i stoi na liczbie opisującej operację idącą czysto, z materiałem na miejscu, doświadczonym operatorem, bez przezbrojenia i bez niczego, co się psuje. Prawdziwa produkcja to ta sama operacja plus wszystko, co ją przerywa.

Czego normy nie obejmują

Przezbrojenia. Często największy pojedynczy konsument zdolności w zakładzie robiącym zróżnicowane wyroby — i zwykle trzymany jako średnia zamiast jako liczba zależna od kolejności, którą naprawdę jest.

Mikroprzestoje. Dwuminutowe czyszczenie, zacięcie, regulacja. Pojedynczo niewidoczne, łącznie spora część zmiany, i prawie nigdy nieodnotowywane, bo nikt nie przerywa pracy, żeby zapisać dwie minuty.

Czekanie. Na materiał, na operatora, na poprzednią operację, na zwolnienie jakościowe. To zwykle większość czasu, jaki zlecenie spędza w zakładzie, i nie występuje w żadnym marszrucie.

Kto jest na zmianie. Ta sama operacja idzie z różną prędkością zależnie od tego, kto ją prowadzi — co wie każdy na hali i czego nie zapisuje żaden system.

Jakość. Uzysk pierwszego przejścia poniżej stu procent oznacza, że część sztuk idzie dwa razy. Harmonogram zakłada, że nie idą.

Dlaczego zapas tego nie naprawia

Zakłady wiedzą, że ich normy są optymistyczne, więc dokładają bufor. Bufor jest jedną liczbą stosowaną wszędzie, czyli błędną w obie strony naraz: zbyt hojną przy prostych zleceniach i daleko niewystarczającą przy trudnych.

Wynikiem jest harmonogram jednocześnie zbyt wolny, żeby być konkurencyjnym, i zbyt optymistyczny, żeby być wiarygodnym — czyli najgorsze z obu i miejsce, w którym żyje większość zakładów.

Z czego składa się prawdziwy termin

Osiągana przepustowość, na wyrób, na linię. Ile ta linia naprawdę produkuje, robiąc tę rzecz — zmierzone, a nie założone.

Przezbrojenie z kolejności. Ile kosztuje przejście z tego, co idzie teraz, na to, co następne — czyli macierz, a nie stała.

Kolejka przed wąskim gardłem. Większość czasu zlecenia to czekanie na jeden zasób. Termin ignorujący kolejkę to termin dla pustego zakładu.

Widełki, a nie punkt. Prawdziwa produkcja ma zmienność. Zakres z przypisaną pewnością jest uczciwszy i użyteczniejszy niż jedna data, którą i tak wszyscy po cichu dyskontują.

Niewygodna część

Terminy zbudowane z prawdziwych danych są często późniejsze niż te kwotowane dziś, a powiedzenie tego handlowi nie jest popularną rozmową.

Ale obecne terminy nie są wcześniejsze w żadnym istotnym sensie — to te same terminy, tyle że niedotrzymane. Obiecanie trzech tygodni i dowiezienie w pięć jest dla klienta gorsze niż obiecanie pięciu, bo planował wokół trzech. Zakład, który potrafi kwotować uczciwie, wygrywa zlecenia, które naprawdę dowiezie, i przestaje wygrywać te, które od początku miały skończyć się źle.

To nie jest poprawa raportowania. To różnica między harmonogramem, w który ludzie wierzą, a takim, do którego każdy po cichu dodaje dwa tygodnie.